BŁOGOSŁAWIONY KSIĄDZ JAN WOJCIECH BALICKI (1869 - 1948) – PATRON DUCHOWEGO PIELGRZYMOWANIA

„Dobrze, Panie, żeś mnie upokorzył… dobrze, abym doskonalej wierzył, ufał, miłował…”
Bł. ks. Jana Balickiego

Jan Balicki

Jan Wojciech Balicki urodził się 25 stycznia 1869 roku w Staromieściu koło Rzeszowa, jako siódme dziecko w rodzinie. Był synem Nicetasa Balickiego, zwanego potocznie Mikołajem i jego żony Katarzyny z Seterlaków.

Już w następnym dniu po urodzeniu został ochrzczony przez ówczesnego proboszcza ks. Wincentego Cybulskiego. Nadano mu dwa imiona Jan i Wojciech. Rodzicami chrzestnymi byli Józef Kappel - kolejarz i Rozalia Nędzowa - gospodyni domowa.

Do dzisiaj ostała się złocona chrzcielnica drewniana z XVIII wieku, (odrestaurowana w 1993 r.) przy której chrzczono Błogosławionego (przekazana do Muzeum Diecezjalnego). Jak podaje ks. Stefan Momidłowski, pierwszy biograf ks. Balickiego po ceremonii chrztu świętego rodzice chrzestni położyli dziecię na stopniach ołtarza mówiąc "Ofiarujemy Ci Panie Boże tego chłopca, aby został księdzem".

Jan Wojciech Balicki miał trzech braci: Izydora (ur. w 1852 r.), Karola (ur. w 1860 r.), Józefa (ur. w 1863 r.) i trzy siostry: bliźniaczki Antoninę i Rozalię (ur. w 1865 r.) oraz Karolinę (ur. w 1871 r.).

Ojciec ks. Balickiego były podoficer armii austriackiej, pracujący jako strażnik kolejowy i  należał do Kościoła Greckokatolickiego, kiedy miał 24 lata ożenił się z łacinniczką 15 letnią Katarzyną Seterlak.

Do Staromieścia przenieśli się ze Lwowa w połowie lat 60-tych (XIX w.) w związku z objęciem funkcji dróżnika kolejowego. Ponieważ rodzice byli różnych wyznań, przynależność dzieci urodzonych w małżeństwie mieszanym uregulowane było Konkordią (ugodą) zgodnie, z którą dzieci pójdą za obrządkiem rodziców według płci tzn. synowie będą należeli do obrządku ojca a córki do obrządku matki niezależne od tego czy zostały ochrzczone w łacińskim kościele czy w greckokatolickiej cerkwi. Stosownie do tej zasady nowo ochrzczony Jan Balicki należał do obrządku greckokatolickiego i do parafii tego obrządku w Zalesiu k. Rzeszowa. O czym jednak nie wiedział. Rodzina dopóki żył ojciec najważniejsze Święta kościelne obchodziła według kalendarza łacińskiego i greckokatolickiego.

Baliccy święta w domu obchodzili w dwóch obrządkach, jednakże ojciec chodził do kościoła, a nie do cerkwi i synowie, mimo iż według zwyczaju powinni przyjąć chrzest w obrządku ojca, ochrzczeni zostali w rzymskokatolickim obrządku.

Staromieście

Jak to zwykle w kolejarskich rodzinach bywało, nie mieli stałego domu i przenosili się na kolejne placówki, gdzie Mikołaj Balicki pełnił służbę.

W latach 60. i 70. XIX w. ojciec znalazł posadę, a rodzina dom w budce kolejowej między Rzeszowem a Staromieściem, gdzie urodził się Jan i trzy jego siostry. A zatem rodzina Balickich mieszkała w szablonowo zbudowanej budce kolejowej, stanowczo za ciasnej dla kilku osób. Niestety, budka w Staromieściu nie ostała się do naszych czasów, rozebrano ją w 1921 r.

Ze Staromieścia Jan Balicki od 1876 r. uczęszczał do szkoły ćwiczeń przy męskim seminarium nauczycielskim (odpowiednik dzisiejszej szkoły podstawowej) w Rzeszowie.

W roku 1880 rozpoczął naukę w Gimnazjum im. ks. Stanisława Konarskiego. Gdy był w drugiej klasie gimnazjum, rodzina przeniosła się na placówkę do Świlczy, zajmując nieco przestronniejszą budkę kolejową.

Świlcza

Okres pobytu młodego Jana Balickiego w Świlczy rysował szczególną kartę w jego życiorysie. Tu dojrzewał do odpowiedzialnego dorosłego życia i do kapłaństwa. To właśnie w Świlczy kształtowała się osobowość i duchowość przyszłego kapłana, przede wszystkim przez dobry przykład rodziców, starszego brata Józefa, przyjaciela Walentego Rzucidły i pierwszego ojca duchownego – proboszcza ks. Ignacego Węgrzynowskiego.

Ojciec Mikołaj Balicki był człowiekiem bardzo sumiennym, dobrym i pobożnym. Gdy pewnego razu wybuchł w Świlczy groźny pożar, a on, mając wartę, nie mógł opuścić swej budki dróżnika, ukląkł i żarliwie modlił się o ratunek i pomoc dla poszkodowanych sąsiadów.

Również matka Katarzyna dawała swym dzieciom wzór dobrego życia. Młody Jan Balicki widywał matkę modlącą się na klęczkach i ze łzami w oczach.

Oboje rodzice wychowywali swe dzieci, pokazując im prawdziwe życie chrześcijańskie oparte o zasadę: „Módl się i pracuj”. Jan pociągany takim przykładem szczególnie umiłował Boga swą wrażliwą duszą.

Od wczesnych lat szkolnych Jan był ministrantem, bacznie obserwował czynności liturgiczne, a nawet jako młody chłopiec próbował się ich uczyć przez naśladowanie. W domu wygłaszał kazania dla rodzeństwa. Miał w Świlczy gimnazjalnego kolegę Walentego Rzucidłę, nieco starszego, z którym razem służyli do Mszy św. Razem też w brzezinkach rosnących przy torze kolejowym urządzili sobie szałas, w którym przy zaaranżowanym ołtarzyku gromadzili swych rówieśników i dzieci, ucząc ich pieśni kościelnych i katechizmu oraz wspólnie się modląc.

Świlczanie zeznający w procesie informacyjnym widzieli w młodym Janie niezwykłego młodzieńca, wyróżniającego się dobrocią, pokorą i cichością, który nikomu nie wyrządził przykrości, nie kłamał nawet dla żartu.

Pan Bóg nie oszczędzał Janka w doświadczeniach życiowych. Gdy miał piętnaście lat, zmarł mu ukochany brat Józef – student drugiego roku prawa. Pochowano go na cmentarzu w Świlczy. Dwa lata później, w 1886 r., na tym samym cmentarzu wygłosił pożegnalną mowę swemu przyjacielowi Walentemu Rzucidle, z którym snuli poważne plany wstąpienia do seminarium duchownego.

Nagła śmierć pełnych życia młodych ludzi, bliskich sercu Janka, nie pozostała bez echa. Nie zachwiała jednak osadzoną głębokimi korzeniami w Bogu duchowością. Przeżyty ból i rozterki duchowe zatopiły go bardziej na modlitwie, pracy i nauce. Był bardzo pilnym uczniem.

Do liceum uczęszczał w Rzeszowie – i tu, zdając maturę w czerwcu 1888 r., uzyskał bardzo dobre wyniki. Wśród 26 abiturientów, jako jeden z siedmiu otrzymał świadectwo dojrzałości z odznaczeniem.

Przemyśl – student Seminarium Duchownego

Po zdaniu matury Jan Balicki wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu, gdzie przygotowywał się do kapłaństwa.

Na wakacje wracał w rodzinne strony, czyli do Świlczy. Tu szybko rozeszła się wieść, rozpowszechniona przez przygotowującą mu posłanie gospodynię księdza proboszcza, że młody kleryk dla umartwienia się ściągał z łóżka wygodny materac, śpiąc na gołych deskach. Tak spędzone w Świlczy lata były niewątpliwie najważniejszym okresem w życiu wrażliwego człowieka, który dojrzewał do kapłaństwa i świętości.

Kapłaństwo

Po czteroletniej formacji w seminarium – 20 lipca 1892 roku – w katedrze przemyskiej ksiądz biskup Łukasz Solecki wyświęcił go na kapłana.

Msza św. prymicyjna, którą odprawił w drewnianym kościele Świętych Szymona i Judy w Świlczy, była wielkim wydarzeniem w życiu mieszkańców. Po prymicjach neoprezbiter Jan spędził w Świlczy, jak się okazało, ostatnie wakacje. Już w sierpniu 1892 r. rozpoczął pracę jako wikary w parafii Polna, skąd po roku bardzo gorliwej i owocnej służby udał się na studia teologiczne do Rzymu, gdzie na Uniwersytecie Gregorianum uzyskał tzw. „baka-laureat” z filozofii i prawa kanonicznego oraz tytuł doktora teologii.

Rodzice księdza Jana Balickiego przenieśli się ze Świlczy do Staromieścia. Niedługo potem, w roku 1895, zmarła matka, Katarzyna. Ksiądz Jan bardzo ciężko przeżył jej śmierć, tym bardziej, że ze względów ekonomicznych, będąc na studiach w Rzymie, nie mógł przyjechać na pogrzeb.

Zdobycie tytułów naukowych w Rzymie zaowocowało powrotem do Przemyśla i podjęciem wykładów z teologii dogmatycznej w przemyskim Seminarium Duchownym.

Wykłady jego były podobne do kontemplacji prawd Bożych, co się wszystkim słuchaczom bardzo intensywnie udzielało.

W latach 1928-1934 ks. dr Jan Balicki był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu. Będąc profesorem seminaryjnym i rektorem często przyjeżdżał do Świlczy jako rekolekcjonista i kaznodzieja, zapraszany przez Proboszcza Świlczy – ks. Węgrzynowskiego.

Jednak ze względu na brak zdrowia (powracające bóle głowy, prowadzące do utraty przytomności i chorobę oczu) ksiądz Balicki ustąpił ze stanowiska rektora.

Na życzenie ordynariusza diecezji ks. biskupa Franciszka Bardy pozostał w seminarium, aby wpływać dodatnio na kleryków i profesorów swą postawą duchową, skupieniem i modlitwą. Ksiądz Balicki wiele godzin – także nocnych – spędzał na adoracji Najświętszego Sakramentu.

Oprócz obowiązków profesorskich spełniał wiele innych funkcji w diecezji, szczególnie duszpasterskich: przez 10 lat był kapelanem szpitala, chętnie głosił kazania i konferencje okolicznościowe, a także misje rekolekcyjne w parafiach.

Ksiądz Jan był niezmordowanym szafarzem pojednania z Bogiem. Wiele godzin spędzał w konfesjonale w katedrze, gdzie zasłynął jako charyzmatyczny spowiednik. Uważany był za więźnia konfesjonału. Udekorowanie kwiatami jego konfesjonału z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa było przejawem wdzięczności penitentów wyrażonej swojemu spowiednikowi – jubilatowi. Był również cenionym kierownikiem duchowym i spowiednikiem w licznym domach zakonnych żeńskich.

Znaczną część swojego czasu ks. Jan poświęcał na pracę społeczną. Pomagał ludziom najbiedniejszym, w różny sposób dotkniętym przez los. Dla kobiet trudniących się nierządem zorganizował odpowiedni zakład rehabilitacyjny, najpierw w Przemyślu, a potem we wsi Kruhel i nazwał go Domem Bożego Miłosierdzia. Ubodzy i chorzy byli bliscy jego sercu.

Ksiądz Jan Balicki zasłynął w Przemyślu jako kapłan wielkiej pokory, żarliwej modlitwy, nadzwyczajnego umartwienia. Znany był powszechnie jako jałmużnik zatroskany o duchowe i doczesne potrzeby każdego człowieka.

W jego pismach i notatkach można odnaleźć ponad dwa tysiące zapisków duchowych, będących świadectwem jego głębokich doświadczeń duchowych i praktyk ascetycznych, a rozpoczynających się modlitewną myślą i zawołaniem:  „Dobrze, Panie, żeś mnie upokorzył … dobrze, abym doskonalej wierzył, ufał, miłował…(…)”

Śmierć i świętość 

Zachorował na ciężką grypę, która przeistoczyła się w obustronne zapalenie płuc. Wywiązała się gruźlica, która objęła kręgi szyjne kręgosłupa co było przyczyną dotkliwych cierpień. Ks. Jan nigdy nie narzekał na cierpienie, chorobę przyjmował jak podarunek Boży. Nikt z otoczenia nie słyszał żadnego narzekania tylko modlitwę do końca tchnienia.

Zmarł w opinii świętości 15 marca 1948 r. w Przemyślu. Jego kult już od dnia śmierci zaczął się szerzyć w mieście i diecezji przemyskiej. W pogrzebie, który odbył się 18 marca 1948 r., wzięły udział tłumy ludzi. Wszyscy, którzy go znali, chcieli go odprowadzić na przemyski cmentarz. Wśród ludzi powszechna była opinia, że umarł święty człowiek.

To skłoniło ordynariusza diecezji ks. biskupa Franciszka Bardę już 11 lat po śmierci ks. Jana Balickiego do przeprowadzenia procesu informacyjnego, który trwał do 1963 roku. W trakcie procesu przesłuchano 77 świadków, w tym 4 osoby ze Świlczy. Wtedy to cała zgromadzona dokumentacja została przekazana do Rzymu do Kongregacji do Spraw Świętych.

Choć w przemyskiej katedrze spoczywają doczesne szczątki bł. ks. Jana Wojciecha Balickiego, to i tak na cmentarzu przemyskim przy ul. Słowackiego – przy grobie ks. Jana Balickiego, często na piśmie, składano i składa się nadal prośby i podziękowania, pojawiają się świeże kwiaty i zapalone znicze. Przychodzą tam ludzie, by prosić go o wstawiennictwo u Boga w trudnych życiowych sprawach, przyjeżdżają także podziękować za doznane łaski.

Archiwum Rektoratu posiada takich próśb i podziękowań całe tysiące. Są one niezbitym dowodem na to, że wierni zawierzają wstawiennictwu ks. Jana różne swoje troski i potrzeby.

Już w 1975 roku kardynał Karol Wojtyła pisał o nim:

„W czasach, gdy Kościół poszukuje nowych wzorów duchowości dla kapłana diecezjalnego w sytuacji, gdy wśród samych kapłanów zdarzają się kontestacje, niewierności oraz tendencje, by poszukiwać rzeczy materialnych bardziej niż duchowych, sługa Boży może być przedstawiony jako model życia kapłańskiego. W osobie ks. Balickiego kapłani mogą znaleźć wzór, w jaki sposób połączyć działalność duszpasterską z codzienną kontemplacją tajemnicy Boga”.

Dekret heroiczności cnót ogłoszony przez Jana Pawła II 15 grudnia 1994 roku został przez Kościół przemyski przyjęty z wielkim entuzjazmem. Czekano jedynie na cud. Niemniej jednak opinia świętości Sługi Bożego Jana Balickiego dużo wcześniej rozchodziła się po całej diecezji przemyskiej. Ówczesny proboszcz parafii Świlcza, ks. Władysław Aszklar, który znał osobiście Księdza Jana jeszcze z czasów seminaryjnych, zaopatrując nową świątynię w okna witrażowe (lata 1965-1968), jeden z witraży poświęcił ks. Janowi Balickiemu, umieszczając tam wizerunek Sługi Bożego.

Ojciec Święty potwierdził cud uzdrowienia pani Krystyny Rymarz i 18 sierpnia 2002 roku na krakowskich Błoniach ogłosił ks. Balickiego Błogosławionym.

Kilka tygodni potem miała miejsce w Przemyślu niezwykła uroczystość – przeniesienia relikwii Błogosławionego z cmentarza do przemyskiej katedry.

Ks. Jan Balicki czuwa nad nami i oręduje w naszych sprawach u Boga. Powinniśmy więc zrobić wszystko dla pogłębienia kultu Błogosławionego poprzez przekazywanie wiedzy o jego życiu i świętości oraz odważnego otwierania się na to, co duchowe w naszym podążaniu ku Bogu, w naszym pielgrzymowaniu.

Różaniec ulubioną modlitwą bł. ks. Jana Balickiego

 „Kiedy odkrywa się pełne znaczenie Różańca, prowadzi on do samego serca życia chrześcijańskiego i daje powszednią a owocną sposobność duchową i pedagogiczną do osobistej kontemplacji, formacji Ludu Bożego i nowej ewangelizacji”.
bł. Jan Paweł II

Ulubioną modlitwą bł. ks. Jana Balickiego w chorobie był Różaniec, z którym do ostatniej chwili się nie rozstawał. Tuż przed śmiercią, gdy odmawianie Różańca stawało się bardzo męczące – towarzyszyła mu jedna z sióstr. Raz, gdy siostra Kaliksta rozpoczęła przy nim modlitwę, ks. Jan podniósł rękę i powiedział: „... Powoli, przecież to rozmowa z Bogiem i trzeba się do niej przygotować”. Do końca, w łóżku szpitalnym, przesuwał ziarenka różańca zjednoczony z Bogiem, zatopiony w swoim cierpieniu, wołał: »Matko Boża...»”.

26 marca 1947 r. – tak w swoich zapiskach polecał: „Trzeba się ciągle modlić, a nie ustawać – tak za siebie, jak i za innych, polecając ich i siebie miłosierdziu Bożemu...”.

„Codziennie odmawiał Różaniec i mam przekonanie, że więcej niż jedną cząstkę, gdyż często widziało się w Jego rękach Różaniec” – wspomina ks. Franciszek Misiąg (1895-1973).

Zachował się skromny dziesiątek różańca ks. Jana Balickiego. Są to jasne paciorki i medalik, a całość jest połączona przerdzewiałym z upływu lat drucikiem. Na medaliku z jednej strony widnieje Matka Boża Niepokalana (napis po łacinie niewyraźny), a z drugiej Matka Boża Częstochowska i napis po polsku: Święta Maria Częstochowska.

 

Bibliografia:

O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia księży, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.

O słudze Bożym ks. Janie Balickim wspomnienia osób świeckich, mps w Rektoracie Wyższego Seminarium Duchownego w Przemyślu.

Wybór pism ks. Jana Balickiego, oprac. o. Joachim Roman Bar, Warszawa 1981.

Ksiądz Jan Balicki (1869-1948). Człowiek oddany Bogu i ludziom, [w:] Chrześcijanie, t. XVI, red. Bohdan Bejze, Warszawa 1985.

Ks. Tadeusz Śliwa, Życie i działalność Czcigodnego Sługi Bożego księdza Jana Balickiego, [w:] Duch Pański posłał mnie. Materiały sympozjum naukowego poświeconego Czcigodnemu Słudze Bożemu księdzu Janowi Balickiemu (14-15.03.1998 r.), red. ks. Adam Szal, Przemyśl 1999.

Artykuły umieszczone w „Niedzieli” w opracowaniu Artura Szary